26 czerwca 2013

kosz piknikowy - papierowa wiklina

Oj dał mi się we znaki.... Zaczynałam go , odkładałam, wracałam do niego i znów odkładałam... i tak do skutku. A skutek jest taki
Jestem zadowolona tym bardziej, że pierwszy nie przeszedł próby trwałości.... będzie wykorzystany w innym celu. Aby kosz spełnił swoją rolę (był trwały) mąż zrobił mi stelaż z listewek, a ucho dodatkowo wzmocnił drutem. Niestety tak zachłannie rzuciłam się do wyplatania, że nie zrobiłam zdjęcia samego stelażu. Tak wyglądał koszyk w połowie drogi. Jeszcze troszkę widać stelaż...



Najgorzej plotło się dno... rurki przyczepione na stałe, więc musiałm się gimnastykować...
Całość pomalowana białą farbą olejną. No i materiałowa wkładka. Wciąż się uczę i wciąż oswajam moją maszynę... zrobiłam ją najlepiej jak umiałm. Ma dwie kieszonki różnej wielkości na akcesoria (serwetki, przyprawy lub inne drobiazgi) i jedną z przegródkami na sztućce.



Dumna jestem bardzo! Dużo pracy, ale frajdy jeszcze więcej!




19 czerwca 2013

bo kocham bransoletki...

Ostatnio, wszędzie tam gdzie zaglądam jest bardzo monotematycznie.... bransoletki, koraliki i cudowne sznury koralikowe :)
Nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała. Uwielbiam ten moment, gdy znajduję coś nowego, coś czego jeszcze nie umiem. Wciska się to wtedy w moją głowę, kłębi się i nie daje spokoju... więc robię sobie dobrą kawkę, chowam się w ustronne miejsce i próbuję, ćwiczę i uczę się nowości. Tak było i tym razem.
A oto efekt :)


Wpadłam! Bardzo mi się to podoba. Obie już poszły w świat. Jedna dla Mamy druga dla koleżanki - spłacam dług wdzięczności :)
Uplotłam też całą masę bransoletek shamballa.
w roli modela - wałek do ciasta :)
Wszystkie już "wyszły" z domu i jak zwykle nie ma żadnej dla mnie... Dobrze mówą, że szewc bez butów chodzi :)