26 czerwca 2013

kosz piknikowy - papierowa wiklina

Oj dał mi się we znaki.... Zaczynałam go , odkładałam, wracałam do niego i znów odkładałam... i tak do skutku. A skutek jest taki
Jestem zadowolona tym bardziej, że pierwszy nie przeszedł próby trwałości.... będzie wykorzystany w innym celu. Aby kosz spełnił swoją rolę (był trwały) mąż zrobił mi stelaż z listewek, a ucho dodatkowo wzmocnił drutem. Niestety tak zachłannie rzuciłam się do wyplatania, że nie zrobiłam zdjęcia samego stelażu. Tak wyglądał koszyk w połowie drogi. Jeszcze troszkę widać stelaż...



Najgorzej plotło się dno... rurki przyczepione na stałe, więc musiałm się gimnastykować...
Całość pomalowana białą farbą olejną. No i materiałowa wkładka. Wciąż się uczę i wciąż oswajam moją maszynę... zrobiłam ją najlepiej jak umiałm. Ma dwie kieszonki różnej wielkości na akcesoria (serwetki, przyprawy lub inne drobiazgi) i jedną z przegródkami na sztućce.



Dumna jestem bardzo! Dużo pracy, ale frajdy jeszcze więcej!




3 komentarze:

  1. Anonimowy6/27/2013

    przesliczny i bardzo praktyczny , masz talet dziewczyno , trzymam kciuki za nowe prace

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Powiem nieskromnie, że duma mnie rozpiera ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda rewelacyjnie! Pomysł ze stelażem - właśnie! Muszę podpowiedzieć mojemu A., żeby mi taki zrobił następnym razem, kiedy zdecyduję się na taki większy koszyk. Gratuluję.
    Możemy podać sobie rękę, bo i ja oswajam maszynę do szycia :) Nie mówiąc o oswajaniu papierowej wikliny :D

    OdpowiedzUsuń