15 lutego 2014

kocyk nie kocyk

Zauroczona jestem patchworkowymi kocykami i narzutami wszelkiej maści. Niestety dla mnie za wysokie progi. Poszłam więc na łatwiznę :)
Góra to bawełna pościelowa, kolejna warstwa to ocieplina, a spód "kocyk"  o taki. Dlaczego wątpię, że to kocyk... otóż jak dla mnie to po prostu kawałek przyjemnej w dotyku tkaniny. Nie pofatygowali się nawet, żeby zabezpieczyć brzegi, jak ucięli, tak sprzedają. Do jego wymiarów dopasowałam całą resztę.
Nie jest to może szyciowy Mont Everest, ale jestem zadowolona. I mam cichą nadzieję, że nowa właścicielka też będzie :)
Dziś kocyk jedzie do Gabrysi i mam obiecane zdjęcia, więc jak będzie uśmiech na buźce Gabrysi to będzie fotorelacja :)
Zostało jeszcze trochę materiału więc uszyję jeszcze poszewkę na poduszeczkę.

Pewnie będzie jeszcze jedno wydanie kocyka, bo kupiłyśmy z Siostrą dwa, a Gabrysia czeka na siostrę lub brata... więc będzie okazja :)



5 komentarzy:

  1. Super kocyk! Zszycie tej trzywarstwowej kanpki to już też duży sukces! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Chęci rosną na więcej, więc kto wie...

      Usuń
  2. I ja jak Iwonka myślę ,że nie jest to taki prosty kocyk, bo samo zszycie i przepikowanie " kanapki "nie jest łatwe.Od czegoś trzeba zacząć , następnym razem pewnie pokusisz się o patchwork..pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się pokuszę, ale najpierw teoria :) Poczytam, "powęszę" może będę pewniejsza...

      Usuń
  3. Może i patchwork "na skróty", ale samo zszywanie kawałków to mały pikuś przy pikowaniu, a to wyszło ci bez zarzutu. Zachęcam do dalszych prób ;) A póki co zapraszam do mnie po wyróżnienie.

    OdpowiedzUsuń